Dzieci, Zdrowe żywienie

10 porad jak żywić niemowlę i nie zwariować

Nie jestem dietetykiem, natomiast jestem mamą rocznej córeczki i mam już pewne doświadczenie w rozszerzaniu diety niemowlaka. Przebiegło ono u nas całkiem sprawnie. Córeczka chętnie sięga po nowe smaki. Koleżanki mające mniejsze dzieci od mojego maluszka często zadawały mi o pytania o to, jak zacząć. Gdy zaczęłam im doradzać, uświadomiłam sobie, że wprowadziłam w zakresie karmienia córki pewne zasady, których się trzymam. Jestem osobą uporządkowaną, zwolenniczką planowania i list, stąd pomyślałam, by stworzyć właśnie taką listę porad dotyczących żywienia niemowlęcia.

1. Zdaj się na własną intuicję. Zdarza się nam ulegać presji otoczeniu, które wypytuje, kiedy wreszcie podamy dziecku pierwszą marchewkę czy zupkę. Pamiętajmy, że w czasach, gdy my byliśmy mali, był inny schemat żywienia niemowląt. Już kilkutygodniowemu dziecku podawało się na łyżeczce soczek. Teraz wiemy, że do końca szóstego miesiąca życia wystarczającym pokarmem dla dziecka jest mleko matki. Na początku podejdźmy do tego na spokojnie. Dajmy czas dziecku na spróbowanie nowych smaków i konsystencji. Jeśli wciąż karmimy piersią, a dziecko prawidłowo przybiera na wadze, nie musimy się stresować, jeśli w ciągu pierwszych dwóch czy trzech miesięcy nasz maluszek będzie nadal jadł zaledwie kilka łyżeczek. W przypadku mojej córeczki dopiero po dwóch miesiącach zaczęła sprawniej jeść. Nie śpieszyłam się i powoli wprowadzałam kolejne produkty czy posiłki. Tabelę z kolejnością wprowadzania kolejnych warzyw czy owoców wydrukowałam i powiesiłam sobie na lodówce, natomiast niektóre rzeczy wprowadzałam wcześniej lub później. Gdy miałam warzywa z pewnego źródła, to niektóre z nich wprowadziłam wcześniej niż powinnam. Zwlekałam natomiast z wprowadzaniem nabiału. Warto też obserwować nasze dziecko. Jeśli jest zainteresowane tym, co jemy, możemy dać mu do spróbowania niewielką ilość nowego pokarmu. Moja córeczka próbowała mandarynek w 10 miesiącu, bo zapachniały jej przy wigilijnym stole.

2. Zacznij od zmiany nastawienia. Dziecku nie przeszkadza w takim stopniu brudna buzia czy stoliczek, jak przeszkadza to nam, mamom. Przygotuj się na to, że będzie brudno. Kup duży śliniak z kieszonką, łatwe do mycia krzesełko i nie zakładaj najcenniejszych ubranek na czas nauki karmienia. Nastaw się na to, że nauka samodzielnego jedzenia przez nasze pociechy trochę potrwa, natomiast musimy dać dziecku szansę na jego rozpoczęcie. Wiele matek przeraża wizja rozemłanych przez naszą pociechę brokułów i woli karmić dziecko łyżeczką tak długo jak to możliwe. Jak zorientujesz się niedługo, przy tym dziecko też może się ubrudzić (ty też możesz nie trafić do jego buzi bądź dziecko wytrąci Ci łyżeczkę z ręki), a zostanie pozbawione możliwości eksperymentowania i nauki (sprawdzanie temperatury, konsystencji, smaków jedzenia).

3. Oszczędzaj swój czas. Wprawdzie nakarmienie dziecka samemu zupką czy kaszką jest, po nabraniu sprawności przez dziecko w jedzeniu, kwestią kilku minut, natomiast w czasie gdy karmisz dziecko jesteś unieruchomiona tak samo jak i dziecko. Tak często jak to możliwe dawaj dziecku możliwość jedzenia samodzielnie. Nie każdy dobrze się czuje stosując metodę BLW. Ja sama stosuję metodą łączoną. Na początku córeczkę karmię zupą czy kaszą, natomiast potem dostaje coś co może zjeść sama. Zaczęłam pod koniec siódmego miesiąca od gotowanych na parze warzyw czy owoców. Z czasem repertuar staje się coraz szerszy: chrupki, wafle ryżowe, świeże owoce, kluseczki, naleśniki, kawałek chleba. Dziecko będzie zachwycone widząc przed sobą coś nowego, najpierw zrzuci to na podłogę, ale w końcu zacznie, tak samo jak wszystkie przedmioty, wkładać jedzenie do ust. Z czasem nabierze coraz większej wprawy, a ty zyskujesz 10 czy 15 minut czasu, by spokojnie powiesić pranie, włożyć naczynia do zmywarki czy coś zjeść. Przy coraz większych i mobilniejszych dzieciach taki czas to prawdziwy skarb, stąd przy każdym posiłku staram się podać córce coś, czym będzie mogła przez chwilę zająć małe rączki i buzię. Ważne jest natomiast, żeby zaglądać do dziecka od czasu do czasu, żeby w razie czego podać, to co spadło, dołożyć jedzenia czy wyciągnąć z krzesełka, jeśli zacznie się nudzić.

4. Nie zabawiaj dziecka podczas jedzenia. Od początku przyzwyczajaj dziecko, że karmienie nie jest powiązane z zabawą. Do krzesełka wkładam córeczkę tylko na czas jedzenia, żeby kojarzyła je z tą czynnością. Tylko w wyjątkowych sytuacjach typu odwiedziny czy wyjazd, dostaje coś do jedzenia poza tym miejscem. Dzięki temu, gdy znajdzie coś na podłodze, czego nie powinna zjadać, mogę powiedzieć „To nie jest am am. Am am mama daje Ci, gdy jesteś na Twoim krzesełku”. Zabawianie dziecka podczas karmienia tylko je wydłuża i istnieje obawa, że bez pociągu na blacie czy kolejnego odcinka bajki po prostu odmówi jedzenia. Jeśli córka nie chce jeść, daję jej coś do picia, a jeśli trzeba rozdrabniam jedzenie. Jeśli to nie pomaga, zabieram talerz. Pozwalam jej zdecydować, ile chce zjeść. Zabawianie dziecka nie jest najlepszych rozwiązaniem, nawet w przypadku niejadków. Lepiej uśmiechnąć się, sprzątnąć talerz i poczekać do kolejnego posiłku.

Jedynym wyjątkiem jeśli chodzi o zabawę, jest samo jedzenie (zwłaszcza widząc coś nowego, dziecko lubi sprawdzić, jak to spada na podłogę czy jak wygląda po rozerwaniu na mniejsze kawałki), a także sztućce, miseczka czy kubeczek. Muszę przyznać, że samej zdarza mi się interweniować i ratować zupę zanim zostanie przez córeczkę wylana na stolik czy jej spodnie. Natomiast w przypadku większości posiłków może spokojnie włożyć rękę do miseczki (jest ze specjalną przyssawką przytrzymującą ją na blacie krzesełka) czy wymachiwać własną łyżeczką.

5. Postaw na prostotę. Wielokrotnie zastanawiałam się jak podać dziecku nowy owoc czy warzywo i odpowiedź była zwykle taka sama: jak najprościej. Na samym początku podajemy dziecku posiłki w postaci przecieru, w którym można połączyć nowy składnik z już znanym smakiem. Od ósmego miesiąca większość owoców dziecko może jeść już do rączki, w postaci surowej, oczywiście po poprzednim umyciu, obraniu czy wypestkowaniu. Owoce suszone należy wcześniej namoczyć. Możemy się zaskoczyć, widząc jak dziecko sprawnie sobie radzi. Mojej córce nie robiłam nigdy czegoś takiego jak przecier z samych bananów, od razu dostała go do rączki. Jednym z pierwszych samodzielnie jedzonym owoców był też pokrojony w kostkę melon.

5. Nie zostawiaj przygotowywania posiłków na ostatnią chwilę. Gdy zaczęłam rozszerzać dietę córeczki o pokarmy stałe, pierwsze przeciery warzywne czy owocowe przygotowywałam podczas porannej drzemki córki, pomimo tego, że posiłek ten jadła około południa. Lepiej unikać stresującej sytuacji, gdy dziecko jest głodne i płacze, a ty starasz się coś przygotować na szybko jedną ręką. Niemowlęciu powinno podawać się jedzenie w temperaturze 37 stopni. Wolę przygotować jedzenie trochę wcześniej i zostawić jedzenie w temperaturze pokojowej (jeśli nie ma upałów) niż maluszka oparzyć. Dobrze jest nabrać wcześniej przyzwyczajenia planowania , co się przyrządzi, bo z czasem przybędzie posiłków i niektóre będą bardziej pracochłonne niż zupa.

6. Nie idź na łatwiznę, ale jak tylko możesz ułatwiaj sobie pracę. Unikaj gotowych produktów dla dzieci jak kaszki, jogurty czy soczki. Wystarczy przeczytać ich skład, by dowiedzieć się, że zawierają mnóstwo składników, z których wprowadzeniem nie ma co wcale się tak śpieszyć. Maluszek, by mieć słodkie dzieciństwo potrzebuje miłości, a nie cukru, jak mogło by się wydawać po przeczytaniu pierwszego z brzegu opakowania kaszki. Przygotowując posiłki samemu, wiesz najlepiej, co się w nich znajduje. A ich przygotowanie nie musi być pracochłonne. Ja ułatwiam sobie zadanie, jak najwięcej rzeczy gotując jednocześnie dla córki jak i dla całej rodziny. Gdy robię koktajl, najpierw miksuję owoce (np. banana, mango i awokado), odkładam trochę dla córki, a dopiero potem do reszty dodaję jogurt czy inne dodatki. Ponieważ na śniadanie jem owsiankę czy jakąś kaszę, przygotowuję ją tak, by mogła ją też zjeść moja pociecha, dopiero na swój talerz dorzucając całe orzechy czy czekoladę, których ona jeszcze nie może jeść. Przykłady można by mnożyć: gotując ziemniaki do obiadu, ugotuj je na parze i przy okazji wrzuć kawałek brokuła czy fasolki szparagowej dla swojego maleństwa. Jeśli planujesz makaron na obiad, daj mniej soli i wymyśl też dla swojej pociechy jakieś danie z nim.

7. Urozmaicaj dietę swojego maluszka i testuj razem z nim nowe smaki. Większość dzieci jest otwarta na nowe smaki. Warto to wykorzystać, nim zaczną obstawać przy swoich ulubionych wyborach typu pieczone ziemniaki zamiast gotowanych. W pierwszym roku życia wprowadź jak najwięcej różnych warzyw, owoców czy zbóż. Jeśli jakiegoś nie znasz, przy okazji przygotuj z tego produktu danie dla siebie i pozostałych członków rodziny. Co z tego, że dasz niemowlęciu brokuły, fenkuł czy kaszę jaglaną, jeśli w przyszłości nie będą miały okazję jeść tych produktów na co dzień. Trudno potem oczekiwać, by nagle w przedszkolu zaczęły ochoczo jeść warzywa.

8. Nie dawaj dziecku zbyt dużej porcji. Jeśli daje się dziecku gotowe dania ze słoiczków, łatwo popaść w niepokój, gdy nie zjada całego opakowania. Tymczasem niemowlę ma żołądek wielkości mniej więcej brzoskwini. To oczywiste, że zjedzona przez niego porcja będzie dużo mniejsza niż nasza. Zamiast na tym, by dziecko dużo zjadło, lepiej się skupić na tym, co zjadło. Zbyt duża porcja może go przerazić lub zachęcić do zabawy jedzeniem. Łatwiej rozlać zupę z pełnej miseczki. Nawet rocznej córce nakładam na raz nie więcej niż pół miseczki. Jeśli ma większy apetyt dostaje dokładkę lub więcej przekąsek w postaci owoców czy warzyw. Natomiast jeśli zjada mało, nie wciskam jedzenia na siłę. Nie chcę jej zniechęcić do jedzenia ani sprawić, by zatraciła naturalne odczucie sytości. Odkładam miseczkę, daję to, co przygotowałam jako przekąskę i czekam do kolejnego posiłku. Nie wymyślam drugiego obiadu ani nie podaję tego samego dania za godzinę czy dwie. Jeśli wyraźnie coś nie podeszło w daniu, staram się następnego dnia zmienić jego konsystencję czy dorzucić jakiś nowy składnik. Niezjedzone warzywa często lądują w zupie, którą gotuję następnego dnia. Plusem przygotowywania mniejszych porcji jest też to, że w razie ich niezjedzenia, mniej się zmarnuje. Gdy gotuję zupę, gotuję ją maksymalnie na dwa dni. W końcu my tez nie lubimy jeść codziennie tego samego.

9. Postaw na jakość jedzenia. Gotując dla maluszka, zwróć uwagę na to, by zastosowane produkty, były najlepszego gatunku. Żołądek małego smakosza jest bardzo delikatny. Jeśli nie masz dostępu do warzyw z pewnego źródła, możesz sięgnąć po warzywa ze sklepu ekologicznego czy poza sezonem po mrożonki. Możesz też usunąć pestycydy z owoców czy warzyw kupionych w warzywniaku. Jeśli kupujesz owoce suszone, wybierz te bez siarki. Wybierając nabiał zwróć uwagę, by nie zawierał konserwantów, mleka w proszku czy sztucznych barwników. Dodatki dodawane do żywności nie potrzebnie obciążą niedorozwinięty układ trawienny dziecka i mogą być przyczyną alergii.

10. Daj dziecku poznać naturalny smak potraw. Dając dziecku papkę z marchewki czy zupę bez soli, może się nam wydawać, że nie będzie mu ona smakować, skoro jest niedoprawiona. Skoro dziecko nie zna smaku soli czy cukru, nie będzie mu go brakować. Warzywa czy owoce mają swój naturalny słodki czy słony smak, więc dziecko i tak pozna ten smak. Jedząc proste potrawy, ma szansę rozróżnić i poznać użyte w nich produkty. Najlepiej przygotowywać danie maksymalnie z kilku składników. Zupę można doprawić ziołami, natomiast kaszę na śniadanie owocami suszonymi. Jeśli wprowadzasz jogurt, daj go najpierw samego, bez żadnych dodatków. Jako pierwszy napój wprowadź wodę, a nie herbatki czy soki.

Related Post

Leave a Reply