Tag: recenzje

Jak przygotować tofu? Recenzja książki „Tylko tofu” Amelii Wasiliev

Jak przygotować tofu? Recenzja książki „Tylko tofu” Amelii Wasiliev

Na wielu forach spotkałam się z pytaniem jak smacznie przyrządzić tofu. Tofu ma bardzo neutralny smak i prawdziwą sztukę stanowi jego odpowiednie przyprawienie. Ma to jednak swoje plusy, bo można wykorzystać je także do dań słodkich.

Gdzie szukać informacji o diecie wegańskiej – o książce „Wege dieta roślinna w praktyce” Iwony Kibil

Gdzie szukać informacji o diecie wegańskiej – o książce „Wege dieta roślinna w praktyce” Iwony Kibil

Gdy kilkanaście lat temu zaczynałam swoją przygodę z wegetarianizmem, a potem przez kilka lat także z weganizmem, to muszę przyznać, że błądziłam długo we mgle. Nie byłam typową nastolatką, która porzuca mięso w ramach buntu i nic w jego miejsce nie wstawia. W naszym domu pojawiły się kotlety sojowe, tofu, migdały. To ode mnie moja mama poznawała kaszę pęczak, jaglankę czy masło orzechowe. Z

Najbardziej inspirujące mnie ostatnio wegetariańskie książki kucharskie

Najbardziej inspirujące mnie ostatnio wegetariańskie książki kucharskie

Jak każda osoba lubiąca gotować, uwielbiam książki kucharskie. Gdy nowa książka trafi w moje ręce, od razu rzucam się do garnków i wypróbowuję co ciekawsze przepisy. Ponieważ biblioteczka powoli pęka mi w szwach, to ostatnio korzystam często z możliwości pożyczenia nowości kulinarnych także z biblioteki. To świetne rozwiązanie, by zyskać więcej inspiracji do gotowania. W wakacje moją kuchnię napędzały dwie świetne pozycje przyniesione z wypożyczalni, które jednak chętnie zobaczyłabym na mojej kulinarnej półce i mogę je spokojnie i Wam polecić.

ROŚLINNY LUNCHBOX DLA KAŻDEGO

„Roślinny lunchbox dla każdego” Eryka Wałkowicza to pozycja, która przyda się nie tylko osobom, które poszukują inspiracji do przygotowania posiłków do pracy. Wszystkie przepisy można tak samo wykorzystać podczas gotowania w domu. Dla mnie dużym plusem tych przepisów jest ich kompletność, bo przy każdym posiłku jest podana propozycja podania. Konkretne wskazówki mówiące, że klopsiki z ciecierzyca sprawdzą się w kanapce z sosem czosnkowym, a chrupiąca cieciorka pasuje do kaszy gryczanej z pestkami dyni oraz surowym burakiem przydadzą się dla początkujących wegetarian oraz tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z gotowaniem.

Książka jest świetnym przeglądem aktualnych wegańskich trendów. Można znaleźć w niej przepisy na tofucznicę, makaron z cukinii,  chrupiącą ciecierzycę czy buddha bowl (z kaszą bulgur, blanszowanym brokułem, zieloną soczewicą i julienne z marchewki).

Książka podzielona jest na rozdziały: „Śniadania”, „Kanapki”, „Przekąski”, „Na mały lunch”, „Obiady”, „Koktajle i napoje”, „Słodkości”.

Muszę przyznać, że wyjątkowo najmniejszym zainteresowaniem cieszył się u mnie rozdział z koktajlami i słodkościami. Od razu rzuciłam się za to do wypróbowywania dań obiadowych, na które częściej brakuje mi pomysłów. Bardzo smakowało mi azjatyckie tofu, potrawka z czerwonej soczewicy czy marchewkowe nuggetsy z kaszy jaglanej. Eryk Wałkowicz jest dietetykiem i podoba mi się jego dbałość o to, by każdy przepis był w pełni zbilansowany czyli obok źródła węglowodanów zawsze znajduje się źródło białka oraz tłuszczu czyli orzechy, masło orzechowe, ciecierzyca czy tofu. Właśnie wszechobecność tofu była dla mnie małym minusem, bo nie wszystkie przepisy mogłam od razu wypróbować, bo w mojej okolicy nie jest łatwo kupić tofu. Jednak pewna powtarzalność składników ma swoje plusy, bo można ugotować w większej ilości ciecierzycę czy kaszę i wykorzystać ją do kilku posiłków. Zastosowane składniki nie są wymyślne i często do przygotowania posiłku wystarczy tylko kilka produktów.

SLOW WEST WEGE

Na książkę „Slow west wege. Kochaj, gotuj i żyj na całego” Katarzyny Kędzior trafiłam przypadkiem. Jest bardzo ładnie wydana. Każdy przepis opatrzony jest dużym, kolorowym zdjęciem, a oprócz tego w książce można znaleźć wiele fotografii z prywatnej kolekcji autorki, która przez część roku prowadzi wegetariańską agroturystykę „U Lokusza”. Gotowanie dla dużej ilości osób, często nie przekonanych do wegetarianizmu, to prawdziwe wyzwanie. Autorka dzieli się z nami historiami z życia domu gościnnego a także z przetestowanymi na gościach przepisami.

Książka podzielona jest na kilka rozdziałów:

  • Dzień dobry
  • Do syta
  • Na słodko
  • Do słoika
  • Z resztek
  • Nie kupuj

Już po samych ich nazwach widać, że wpisuje się ona dobrze w trend zero waste. Można w niej znaleźć fajne propozycje na dania z resztek typu kruche pierożki z jarzyn  po wywarze, pasztet buraczany z barszczu czy omlet ziołowy z wczorajszych ziemniaków. Rozdział „Nie kupuj” przedstawia pomysły między innymi na domowy kisiel malinowy, zakwas na żur czy pietruszkowy makaron orkiszowy.

Kolorowe zdjęcia zapewne nie tylko mnie zachęcą do rzucenia się do garnków. Przez wakacje przetestowałam wiele przepisów. Szczególnie do gustu przypadły mi duszone warzywa z mielonym kminkiem, leczo ze słodką marchewką i kukurydzą czy mus jabłkowy z kruszonką i borówkami (Kostek okazał się wielkim fanem tej kruszonki). Na stałe do mojego menu wejdzie na pewno bobowa jajecznica oraz krem czekoladowy z migdałami i skórką z pomarańczy.

Przepisy nie wymagają wymyślnych składników. Co ciekawe nie ma w książce ani jednego przepisu z tofu czy awokado. Receptury są wegetariańskie, ale weganie czy osoby na diecie bezglutenowej też znajdą w niej coś dla siebie. Opierają się na naturalnych, prostych składnikach. Autorka proponuje samemu przygotować twaróg do sałatek, a do kruszonki dodaje po prostu masło i cukier, a nie olej kokosowy czy syrop z agawy. Zainteresowało mnie pojawienie się w kilku przepisach mąki żytniej chlebowej, która rzadko pojawia się w naszych kuchniach poza pieczeniem chleba. Zrobiona z niej kruszonka czy podpłomyki wyszły naprawdę pyszne.

W dzisiejszych czasach, gdy możemy sprowadzić produkty z najodleglejszych stron świata, kuchnia która jest oparta na lokalnych produktach stanowi świetną odskocznię. Czytając „Slow west wege” można się zanurzyć w świecie malutkiego domu gościnnego, wokół którego biegają luźno konie i kozy, a gospodyni serwuje gościom kozie mleko i ciasto czekoladowe z owocami. Poza sezonem, gdy nie ma gości, w pobliskich lasach zbiera grzyby, które zamyka w słoikach, gotuje dżem morelowy z prażonymi migdałami i amaretto czy kręci pesto z czosnku niedźwiedziego. Czytając posłowie i przeglądając przepisy, też chciałoby się zamieszkać oraz gotować bliżej natury.

Jak Francuzi to robią, że ich dzieci jedzą wszystko?

Jak Francuzi to robią, że ich dzieci jedzą wszystko?

Marzeniem każdego rodzica jest to, by dziecko jadło wszystko. Najlepiej wszystko co nałożymy mu na talerz. Zdarzają się takie dzieci, jednak dużo jest też dzieci z mniejszą lub większą wybiórczością pokarmową, które najchętniej jadłyby słodycze, sam makaron czy chleb z masłem. Część rodziców poddaje się i podaje dzieciom ich ulubione potrawy. Problem zaczyna się, gdy dziecko takie trafia do przedszkola, gdzie nie ma możliwości wyboru, a ni tym bardziej nikt nie gotuje dla dziecka drugiego obiadu, gdy nie pasuje mu to, co jedzą pozostali członkowie rodziny.

Co to jest „happy food”? Recenzja książki „La Veganista. Jedzmy szczęśliwie” Nicole Just i przepis na kolorowe warzywa z patelni

Co to jest „happy food”? Recenzja książki „La Veganista. Jedzmy szczęśliwie” Nicole Just i przepis na kolorowe warzywa z patelni

Z powodu ograniczonego miejsca na regale z książkami staram się zamiast kupować książek, wypożyczać je z biblioteki. Wyjątek robię dla książek kucharskich, bo są to pozycje, do których się wraca. Na rynku pojawia się coraz więcej książek z przepisami kuchni wegetariańskiej oraz roślinnej i czasem trudno jest wybrać te najbardziej wartościowe pozycje.

Jak gotować, by nie marnować – o książce Sylwii Majcher „Gotuję, nie marnuję”

Jak gotować, by nie marnować – o książce Sylwii Majcher „Gotuję, nie marnuję”

Kilka wpisów temu wspominałam o tym, że bliska jest mi idea nie marnowania żywności. Chodzi mi dokładnie o wpis Zero waste w kuchni czyli moje sposoby na niemarnowanie żywności. Statystyki są porażające. Polska jest w pierwszej piątce europejskich krajów pod względem marnowania żywności. W momencie, w którym mamy tak łatwy dostęp do jedzenia, łatwo jest się skusić na marketowe promocje i kupić po prostu za dużo. Federacja Polskich Banków Żywności policzyła, że czteroosobowa rodzina z powodu nieprzemyślanych zakupów, ale też złego planowania posiłków traci rocznie 2500 złotych! Jeśli nie przemawia do nas argument ekologiczny, to może warto zwrócić uwagę właśnie na ten ekonomiczny aspekt.

O kilku zasadach pozwalających zmniejszyć to marnotrawstwo pisze w swojej książce „Gotuję, nie marnuję” Sylwia Majcher. Pomóc może:

  • planowanie

  • ograniczanie

  • przechowywanie

  • przetwarzanie

  • wykorzystanie resztek.

Już od dłuższego czasu planuję rodzinne posiłki, wypisując w niedzielę pomysły na dania, które chcę zrealizować w tym tygodniu i opierając się na niej tworzę listę zakupów. Na bieżąco dopisuję też to, co się skończyło. Bez porządnej listy zakupów kupujemy impulsywnie i kupujemy składniki, które potem trudno połączyć w sensowne danie. Żeby temu zapobiec warto zadbać o solidną bazę składników, które mamy stale w domu typu kasze, strączki, makaron, przecier pomidorowy czy przyprawy, z których da się przyrządzić coś smacznego w kryzysowych sytuacjach (dla mnie takim daniem jest zawsze curry, makaron z sosem pomidorowym czy owsianka).

Osobny rozdział poświęcony jest mrożeniu, kiszeniu czy suszeniu produktów. Mnie najbardziej interesuje jednak idea wykorzystywania resztek. Zamiast wyrzucać końcówkę jogurtu, którego termin przydatności się skończył (a często produkt ten jest dobry jeszcze po wyznaczonej dacie), warto kreatywnie wykorzystać ją, dodając do ciasta jogurtowego czy deseru z orzechami oraz miodem.  Suchy chleb można zmienić nie tylko na francuskie tosty (wspomnienie dzieciństwa), ale też na pudding malinowy, klopsiki czy zupę wodziankę.

Niektóre prezentowane przepisy są mi znane. W moim domu też robiło się kopytka z ugotowanych ziemniaków czy placuszki z białego sera. Od lat robię też crumble z owocami, pesto z liści rzodkiewki czy lody z dojrzałych bananów. Nie chodzi jednak czasem o odkrywczość, tylko o zasianie pewnej idei, rozbudzenie naszej kreatywności, pokazanie, że warto się zastanowić, zanim coś wyrzucimy do kosza. Drugie życie może zyskać nie tylko suchy chleb, ale nawet obierki z ziemniaków, skórki z pomarańczy, pulpa z soku marchewkowego czy liście rzodkiewki. Z prostych składników, często zupełnie lekceważonych, można wyczarować bardzo smaczne dania.

Przepisy są podzielone według kategorii produktów, które najczęściej marnujemy w polskich domach. Jest to pieczywo, owoce, warzywa, nabiał oraz mięso. O ostatniej kategorii nie mogę się wypowiedzieć, ale z pozostałych już zdążyłam wyczarować kilka fajnych rzeczy. Zrobiłam chlebek bananowy, babeczki  z marchewkową pulpą, cukier pomarańczowy, syrniki czy krem ziemniaczany z sokiem z ogórków. Wreszcie odważyłam się zrobić bulion z obierek, który jest jak dla mnie fantastycznym sposobem na zrobienie czegoś z niczego. W kolejce czekają czipsy z obierek oraz duszone liście sałaty.

Inne pomysły na wykorzystanie resztek możemy znaleźć w internecie, ale też sięgając do tradycyjnej kuchni polskiej czy regionalnej. Autorka we wstępie wspomina o tym, że inspiracją były dla niej podróże, ale też rodzinne tradycje. W domach naszych dziadków panował przecież duch oszczędności oraz gospodarności – kisiło się ogórki, obierki jadły świnie, a zsiadłe mleko jadło z ziemniakami. Mam nadzieję, że książka Sylwii Majcher z klimatycznymi fotografiami zainspiruje więcej osób, by do tych korzeni wrócić.

Jak poprawić swoją odporność? (o książce „Food Pharmacy” Liny Nerthby Aurell oraz Mii Clase)

Jak poprawić swoją odporność? (o książce „Food Pharmacy” Liny Nerthby Aurell oraz Mii Clase)

W dzisiejszych czasach drżymy przed sezonem jesienno-zimowym, bo nasze dzieci więcej w tym okresie czasu spędzają w domu niż w przedszkolu. Rodzice przy okazji też łapią mniej czy bardziej poważne przeziębienia. Czy rzeczywiście musi tak być? Czy jest coś co może sprawić, że wzmocnimy ich 

Recenzja książki „Vegan Nerd”

Recenzja książki „Vegan Nerd”

Moja rodzina dobrze mnie zna i już kolejne święta z rzędu zostaję obdarowana książkami kucharskimi. Moją kulinarną biblioteczkę zasiliła między innymi książka „Vegan Nerd. Moja roślinna kuchnia” Alicja Rokicka. Nie jest to już taka nowość, bo książka została wydana w 2016 roku, ale wciąż jeszcze 

W poszukiwaniu kulinarnych (i prezentowych) inspiracji – „Nowa Jadłonomia” Marty Dymek

W poszukiwaniu kulinarnych (i prezentowych) inspiracji – „Nowa Jadłonomia” Marty Dymek

Ostatnio na blogu wrzucam sporo przepisów, bo znów ostatnio gotuję na całego. Inspiracji na urozmaicenie jadłospisu szukam na ulubionych blogach i w mojej biblioteczce. Nie kupuję wcale masowo książek kucharskich, ale gdy na wiosnę Marta Dymek wydała swoją drugą książkę „Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata”, zapragnęłam mieć ją na swojej półce. Do przepisów z pierwszej książki stale wracam (choćby do bezrybnej pasty z tofu, zupy z brukselki i jabłka czy flaczków z boczniaków), stąd byłam ciekawa nowych propozycji popularnej, wegańskiej blogerki (polecam oczywiście jej bloga Jadłonomia).

Po wstępnym przejrzeniu książki miałam mieszane uczucia, bo niektóre przepisy wydają się dość egzotyczne. Rzeczywiście jest ona rezultatem podróży autorki po kilkudziesięciu krajach świata, stąd większość dań ma swój rodowód w kuchniach różnych krajów. Znajdziemy tutaj receptury na włoską lasagne czy bolognese, afrykańską czakalakę, turecką zupę z soczewicy czy fasolę z Puerto Rico. Dużo jest odwołań do kuchni azjatyckiej na czele z zupą pho, spring rolls czy naleśnikiem z kimchi.  Po dokładnym przeczytaniu przepisów okazuje się jednak, że część z nich tylko na oko wydaje się potrzebować wymyślnych składników. Po zaopatrzeniu się w kilka podstawowych przypraw (typu wędzona papryka czy miso), możemy bez większych trudów wyczarować obco brzmiące potrawy, ponieważ robi się je z dostępnych w naszym klimacie warzyw. Seler kung pao (pierwszy wypróbowany przeze mnie przepis) przeniesie nas do chińskiej prowincji Syczuan, zupa kukurydziana – do Meksyku, a z boczniaków wyczarujemy paprykowy gulasz węgierski.

W książce jest sporo przepisów, do których podchodzę z rezerwą (uwielbiam fasolowe brownie, ale jakoś nie przekonuje mnie pomysł robienia konfitury z fasoli adzuki), jednak takie przepisy znajdziemy w każdej książce kucharskiej. „Nowa Jadłonomia” zachwyca różnorodnością potraw, bo można znaleźć w niej ciekawe przepisy nie tylko na zupy czy curry, ale też na napoje, pasty do chleba czy słodkie śniadania. To co mi się podoba w tej publikacji to czytelny podział na śniadania, małe dania, zupy, duże dania, desery, napoje i przepisy podstawowe, dzięki któremu można łatwo odnaleźć szukany przepis. Wykorzystany w pierwszym tomie podział według głównych składników dania był dla mnie mało intuicyjny, zwłaszcza że brakowało w książce rzeczowego indeksu. W drugim dziele zadbano zarówno o indeks, jak i trzy kolorowe wstążeczki umożliwiające szybkie dotarcie do konkretnej receptury.

Książkę mam już na półce od kilku miesięcy, więc oczywiście sporo przepisów zdążyłam już przetestować. Mam już swoje ulubione receptury, do których zamierzam powrócić jak krem z pietruszek z tahiną (według mnie lepszy niż zupa z gruszki i pietruszki), sycylijski krem z bobu czy czekoladowa gryczanka. Marta Dymek znów zachwyca dbałością o smak i doborem przypraw, które każą nam wracać do jej przepisów jak bumerang. Jeśli zastanawiamy się, by na święta sprezentować komuś, kto lubi gotować książkę kucharką, będzie to świetny wybór (zwłaszcza że pierwszy tom cieszył się powodzeniem nie tylko wśród wegetarian i wegan, po prostu wypadało mieć tą książkę na półce). Jednak jeśli zaczynacie dopiero swoją przygodę z kuchnią roślinną czy bezmięsną, polecam jednak na początek zaopatrzyć się w pierwszy tom „Jadłonomia. Kuchnia roślinna”, bo można w niej znaleźć więcej przepisów podstawowych na pyszne pasztety, mleko roślinne czy zabielane mlekiem kokosowym zupy.

0d czego zacząć zdrowe odżywianie? (o książce „Paliwo dla życia” Beara Gryllsa)

0d czego zacząć zdrowe odżywianie? (o książce „Paliwo dla życia” Beara Gryllsa)

W księgarniach aż roi się od literatury o diecie bez mięsa, glutenu czy jaglanych detoksach. Mam nadzieję, że to nie tylko jakaś chwilowa moda. W końcu jesteśmy, tym co jemy. Jeśli jemy dużo śmieciowego jedzenia, nie ma się co dziwić, że źle się czujemy i 

Czy gotując powinniśmy się kierować porami roku? (recenzja książki „My New Roots”)

Czy gotując powinniśmy się kierować porami roku? (recenzja książki „My New Roots”)

Pod choinką znalazłam w tym roku kilka książek kucharskich. Cóż, moja rodzina wie, że lubię gotować i eksperymentować, zwłaszcza gdy chodzi o zdrową kuchnię, dlatego ucieszyłam się rozpakowując z papieru książkę „My New Roots”. To książka znanej na całym świecie dietetyczki i blogerki kulinarnej Sarah 

Czy wegańskie i bezglutenowe jedzenie może być pyszne? (o książce „Smakowita Ella” Elli Woodward)

Czy wegańskie i bezglutenowe jedzenie może być pyszne? (o książce „Smakowita Ella” Elli Woodward)

Książka, o której piszę, jest już dostępna w Polsce od kilku miesięcy. Ja natomiast chciałam podejść do tematu zrecenzowania jej poważnie. Gdy zaczęło się lato, a wraz z nim pojawiło się mnóstwo świeżych owoców i warzyw, zabrałam się za wypróbowywanie kolejnych przepisów. Zaczęłam oczywiście od zakupów. Już przy pobieżnym przejrzeniu książki, łatwo zauważyć, że kuchnia Elli opiera się na kilku podstawowych składnikach takich jak daktyle (autorka używa świeżych odmiany Medjool), migdały, mąka z ryżu brązowego, sos tamari, komosa ryżowa i tahini. Niestety nie są to produkty należące do najtańszych ani szeroko dostępnych w naszym kraju (poza migdałami, ale je w większej ilości i tak opłaca się kupować bardziej poprzez internet niż w sklepach stacjonarnych). Nasze zakupowe realia różnią się na pewno od tych w Wielkiej Brytanii, choć trzeba przyznać, że coraz więcej zdrowych produktów dociera już nawet do dyskontów, dzięki czemu przykładowo zakup batatów nie rujnuje już naszej kieszeni.

Nie powinno nas to jednak zniechęcać do sięgnięcia po tą książkę. Przepisy możemy potraktować jako inspirację i punkt wyjścia do własnych kulinarnych eksperymentów. W niektórych przepisach komosę ryżową można zastąpić kaszą jaglaną, a zamiast migdałów można wypróbować orzechy włoskie. To co mnie najbardziej zachwyciło po lekturze tej książki to nie same przepisy, chociaż niektóre są naprawdę pyszne takie jak sałatka z marynowanym jarmużem, kokosowa owsianka czy sernik z nerkowców z owocami jagodowymi, lecz sposób pisania o wykorzystanych składnikach i samych recepturach. Ella Woodward chce nas przede wszystkim przekonać do tego, że wegańskie i bezglutenowe jedzenie jest nie tylko zdrowe, ale przede wszystkim pyszne. Wielokrotnie wspomina o tym, jak przygotowywane przez nią posiłki cieszą kubki smakowe zarówno jej jak i jej bliskich. Przed każdym działem znajdziemy wprawdzie opis poszczególnych składników  z odwołaniem do ich zdrowotnych właściwości, ale nie brakuje tutaj subiektywnych uwag na ich temat i porad dotyczących sposobu ich podawania. Ella przyznaje, że nie lubi smaku młodego jęczmienia czy tofu. No właśnie, to może być zaskoczeniem, że w wegańskiej książce nie ma żadnego przepisu na tofu czy kaszę jaglaną, od której aż się roi na polskich blogach o kuchni roślinnej. W swojej kuchni nie używa też cebuli, drożdży czy proszku do pieczenia. Ciasta czy pieczywo pieczone z tych przepisów wychodzą zatem dość ciężkie. Można się do tego przyzwyczaić lub możemy przepis trochę zmodyfikować. Na pewno warto z książki wyciągnąć jedzenie mnóstwa warzyw, owoców i orzechów, które powinny być podstawą każdej zdrowej diety.

Po wstępnym przejrzeniu książki moją uwagę zwróciły przede wszystkim przepisy na słodkie dania: witariańskie ciasta, owsiane batoniki czy orzechowe kulki. Zdrowa kuchnia wcale nie musi oznaczać rezygnacji ze słodkich smaków. Wręcz przeciwnie w słodkościach można przecież przemycić orzechy, nasiona i owoce. Ella przyznaje, że nie brakuje jej słodyczy i niezdrowego jedzenia. Po prostu znajduje dla nich zdrowe odpowiedniki jak pieczone ziemniaki zamiast frytek czy krem z orzechów laskowych zamiast Nutelli. Przekonuje nas, że zdrowe, pełnowartościowe jedzenie potrafi być nie tylko lekarstwem (wyleczyła autorkę z bardzo rzadkiej i poważnej choroby), ale jest po prostu smaczniejsze. To co spróbujecie czy was też dopadnie „efekt Elli”?

na zdjęciu: batoniki Flapjack, krem kakaowy z orzechów laskowych i cynamonowa granola z orzechami pekan