Prosto, zdrowo, naturalnie

Recent Posts

Piernik razowy bez cukru

Piernik razowy bez cukru

Posiadanie niemowlaka w domu jest świetną motywacją do tego, by zdrowiej gotować. Wynika to choćby z prostego lenistwa. Lepiej wrzucić ziemniaki do parowara niż do wody, bo wtedy nie trzeba ich solić, więc zje je cała rodzina. Ciasto też najlepiej upiec w wersji fit – […]

Piernikowe placuszki z mąki z soczewicy

Piernikowe placuszki z mąki z soczewicy

O ile od dawana znam mąkę z ciecierzycy, to moim niedawnym odkryciem był fakt, że mąka z soczewicy ma podobne właściwości. Można z niej usmażyć pełne białka placuszki czy naleśniki. Dodatek białka sprawia, że zawarte w takich placuszkach cukry (które są np. w bananie) będą […]

Nasze początki BLW

Nasze początki BLW

Mówi się, że do trzech razy sztuka, dlatego w przypadku mojego trzeciego dziecka czyli Anielki zdecydowałam się od początku rozszerzać jej dietę metodą BLW. W przypadku starszaków starałam się jak najczęściej proponować im do jedzenia coś do rączki, ale początki były tradycyjne. Synowi proponowałam jako pierwsze ugotowane warzywa, ale za szybko się poddałam i pojawiła się łyżeczka.

Jak wyglądały początki w przypadku Anieli?

Jednym z warunków rozpoczęcia BLW jest to, że dziecko siedzi w miarę stabilnie, co nie jest równoznaczne z tym, że samo siada. Córeczka skończyła właśnie 8 miesięcy i nadal jeszcze nie siedzi, bo jest to raczej ten typ chętnie eksplorujący świat z pozycji podłogi. Zaczęła zatem przygodę z BLW na moich kolanach, gdy skończyła pół roku. Chociaż wydawało mi się, że już sporo wiem o tej metodzie, to cały czas uczyłam się na własnych błędach. Gdy dałam miseczkę, to okazywało się, że cieszy się większym zainteresowaniem niż jej zawartość. Eksperymentowałam też z wielkością kawałków oraz stopniem ugotowania warzyw, od których zaczynaliśmy. Niestety większość rzeczy była rozgniatana w rączce, łącznie z bananem, który został podany częściowo ze skórką, by niby łatwiej było go trzymać.

Gdy już w końcu coś trafiło do buzi, to okazało się, że córeczka wypychała jedzenie językiem. Ponieważ jest to objaw tego, że dziecko nie jest jeszcze gotowe, to robiłam przerwę i ponawiałam próbę za 2-3 dni. Po doświadczeniach ze starszymi dziećmi wiem, że pierwszy miesiąc to czas, gdy dziecko dopiero uczy się co w ogóle ma robić z tym, co trafia do jego buzi i zjada przez ten czas naprawdę symboliczne ilości. Podeszłam więc do tego czasu bardzo na luzie. Proponowałam na próbę niewielkie ilości jedzenia, nie spodziewając się, że dziecko od razu rzuci się na nie z entuzjazmem.

Wśród proponowanych produktów w pierwszym miesiącu pojawiły się między innymi:

gotowane ziemniaki, dynia, marchewka, brokuł i kalafior, pieczone bataty oraz dynia, banan, awokado, makaron kukurydziany, tofu, chrupki kukurydziane czy dyniowe kopytka jaglane.

Dopiero pod koniec pierwszego miesiąca zaczęłam obserwować pewien postęp, jeśli chodzi o zainteresowanie jedzeniem i na dłużej trafiał kawałek jedzenia do rączki czy buzi. Zgrało się to z momentem, w którym zdecydowałam się, że córeczka będzie jadła w krzesełku. Odetchnęłam z ulgą i dopiero wtedy zaczęłam odczuwać pozytywny aspekt BLW związany z tym, że dziecko coś sobie samo dziobie, a mama w tym czasie sobie spokojnie je swój posiłek.

Drugi miesiąc rozszerzania diety

Wraz  z początkiem drugiego miesiąca postanowiłam zwiększyć częstotliwość oraz różnorodność podawanych pokarmów. Proponuję jedzenie 2-4 razy dziennie. Przede wszystkim są to dania, które gotuję dla całej rodziny. Założyłam sobie, że w jak najmniejszym stopniu będę gotować coś tylko dla Anieli.

Jakie były moje patenty?

  • piekąc chleb czy ciasto można przy okazji wrzucić kawałek dyni, ziemniaka czy batata
  • ziemniaki do obiadu można gotować na parze, przy okazji dorzucając brokuła czy kalafior
  • gotując bulion czy zupę wystarczy wrzucić kilka większych kawałków warzyw pokrojonych w słupki, które wyławiamy po ugotowaniu, a resztę zupy doprawiamy
  • zupę przed posoleniem odlewamy i miksujemy
  • w przypadku placków, kluseczek, burgerów, gofrów czy nawet prostych ciastek można odłożyć trochę ciasta przed dodaniem kontrowersyjnych składników typu sól czy cukier, wystarczy nadać charakterystyczny kształt, by odróżnić je od reszty

W jej menu pojawiły się nowe warzywa czy owoce, ale też nowe konsystencje. Próbowałam podawać początkowo na łyżeczce koktajl czy zupkę, ale zaciśnięte usta świadczyły o tym,  że ten sposób jej nie odpowiada (co niestety okazało się problemem, gdy pojawiła się konieczność podania antybiotyku). Przed nami zatem nauka jedzenia czy picia z doidy cupa, bo mamy go dopiero od niedawna. Na razie skupiałam się na produktach, które łatwo dziecku samemu chwycić. Zauważam już pewne preferencje typu chlebek czy tofu tak, ale brokuł pozostał nietknięty…

Miałam pewne wątpliwości czy wprowadzać już jajka czy gluten, bo przy drugim synu czekałam do 10 miesiąca, ale uznałam, że skoro córka mało je, to ilości tych produktów, które zje też nie będą przecież duże. Pojawiają się one na naszym stole, więc siłą rzeczy musiały trafić także na jej stoliczek. Na razie jednak wstrzymuję się z podaniem nabiału. Sama jem go bardzo sporadycznie i wiem, że nie jest dla dzieci niezbędny. Ponieważ jednak w daniach wegetariańskich jedzonych poza domem (np. w przedszkolu) jest często podawany, to za 2-3 miesiące będę go pewnie stopniowo wprowadzać.

Jak oceniam BLW w porównaniu z metodą tradycyjną?

Na pewno dużym plusem dla mnie jest fakt, że nie trzeba gotować dziecku osobno ani go specjalnie karmić. Przyznam szczerze, że przy trzecim dziecku po prostu nie miałam na to siły.  Źle wspominam też pozostające w lodówce resztki papek, z którymi nie wiadomo było co zrobić. Teraz jemy w tym samym czasie to samo, więc najwyżej zjem coś po córce lub ugotowane warzywo dorzucę do następnej potrawy.

Nie jest to jednak metoda dla osób, które chcą szybko odstawić dziecko od piersi. Gdy starsza córka miała 8 miesięcy już co najmniej jedno karmienie zastępowałam mlekiem. Tymczasem Anielę karmię  średnio co 1,5 godziny, a czasem częściej, bo nie zawsze godzina wspólnego posiłku zgrywa się z czasem jej karmienia, a metoda BLW zakłada że proponujemy pierś zaraz po posiłku. Zjadane ilości jedzenia są bardzo małe i trudniejsze do kontroli. W przypadku zupki wiedziałam, że było tam np. całe żółtko czy marchewka i wiedziałam ile mniej więcej z tego trafiło do brzuszka. Przy BLW zwykle okazuje się, że więcej jedzenia jest pod stoliczkiem niż w brzuszku. Co za tym idzie trudniej kontrolować dostarczane żelazo (o jego źródłach pisałam tutaj). Ponieważ nie miałam anemii w ciąży, to na razie jeszcze bez stresu pozwalam córce zapoznawać się z jedzeniem, nawet jeśli jeszcze nie dużo zjada.

Muszę przyznać, że metoda ta wymaga też pewnego mojego przełamania. Na razie unikam jeszcze podawania zbyt często bardzo brudzących potraw albo zbyt małych. Sama córka chyba nie bardzo lubi się brudzić, bo nie ma żadnego zlizywania kaszki z paluszków. Łyżeczka na razie służy bardziej do obgryzania i wymachiwania nią. Jeszcze wiele przed nami…

25 najlepszych roślinnych źródeł żelaza (z listą do druku)

25 najlepszych roślinnych źródeł żelaza (z listą do druku)

Światowa Organizacja Zdrowia i Amerykańska Akademia Pediatrii rekomendują wyłączne karmienie piersią aż do momentu ukończenia przez dziecko 6 miesięcy życia. Ważnym argumentem, by nie zwlekać z rozszerzaniem diety niemowlaka dłużej niż wskazane przez nich pół roku jest fakt, że mniej więcej w tym czasie wyczerpują […]

Kluski jaglane z czekoladą a la kluski na parze

Kluski jaglane z czekoladą a la kluski na parze

Są niektóre takie dania, na które mam ochotę, ale nie mogę się jakoś za nie zabrać. O ile piekę często pieczywo, to rzadko robię ciasto drożdżowe czy drożdżówki. Podobnie było z kluskami na parze. Niby przepis na takie kluski wyszperałam w internecie, ale za każdym […]

Nocna owsianka z gruszką

Nocna owsianka z gruszką

Pomimo tego, że jestem jeszcze z maluchami w domu, są dni, gdy szczególnie cenię sobie, że nie muszę przygotowywać rano śniadania – bo zaspaliśmy, bo mały ssaczek nie mógł się oderwać od piersi, bo starszy synek domaga się od rana czytania książek, bo mąż nie może zaprowadzić najstarszej córki do przedszkola i muszę to zrobić, zbierając ze sobą całą trójkę.

W takie dni ratuje mnie nocna owsianka. Wystarczy poświęcić chwilę wieczorem na zalanie płatków, dzięki czemu rano odpada gotowanie i studzenie owsianki. Rano jest od razu gotowa do jedzenia. Wystarczy dorzucić do niej świeże owoce. Można ją zrobić w słoiku albo od razu w kilku dla każdego z domowników. Taki słoik można zabrać ze sobą do pracy czy szkoły, a dla maluchów taka forma podania jest bardziej atrakcyjna (oczywiście jeśli nie robimy tego codziennie).

Lubicie szybkie śniadania? W tym wpisie znajdziecie więcej takich pomysłów – 5 przepisów na szybkie śniadania

Potrzebne składniki:

  • pół szklanki płatków owsianych górskich
  • pół szklanki wody lub mleka roślinnego
  • łyżka kakao
  • pół łyżeczki kardamonu
  • łyżka mielonego siemienia lnianego
  • 3 daktyle suszone
  • 2 suszone figi
  • gruszka
  • opcjonalnie: gorzka czekolada, orzechy

Sposób przygotowania:

Do słoika wsypujemy płatki owsiane. Dodajemy kakao, kardamon i siemię lniane (najlepiej świeżo zmielone). Kroimy na mniejsze kawałki daktyle i figi (pamiętajmy o usunięciu ogonków). Zalewamy wszystko wodą lub mlekiem roślinnym. Mieszamy. Wstawiamy do lodówki na noc. Rano dodajemy startą gruszkę. Można dodać na wierzch startą lub połamaną czekoladę gorzką oraz orzechy. Konsumujemy od razu lub zabieramy ze sobą do pracy.

Dyniowe kopytka jaglane. BLW

Dyniowe kopytka jaglane. BLW

W sezonie dyniowym właściwie wszystko można przyrządzać z dynią. Możemy robić to bez skrępowania, ponieważ dynia to warzywo. Warzyw nigdy za dużo. A ponieważ dynia jest lekko słodkawa (to może wyglądać inaczej w przypadku różnych odmian dyni), to z powodzeniem można ją wykorzystywać w słodkich […]

Mój foodbook 3

Mój foodbook 3

Co robię, gdy moje dzieci są przeziębione? Zwalniam. Ogarnięcie przez cały dzień trójki dzieci to czasem niemały wyczyn, dlatego rezygnuję z robienia rzeczy, których nie muszę (typu dodatkowe pranie). W ruch idą książki, ciastolina, klocki czy wydrukowane zadania dla dzieci. Gotuję gar jaglanki. A dzisiaj […]

Karobowe gofry z kaszą gryczaną

Karobowe gofry z kaszą gryczaną

Potrzeba jest matką wynalazku. Miałam ochotę na moje ulubione gofry z komosą ryżową. Właściwie myślałam o tym, by przyrządzić je na bazie kaszy jaglanej, a tutaj jak na złość kasza jaglana się skończyła (zwykle kończy się zbyt szybko, zwłaszcza gdy robię ciasto z jej udziałem). W lodówce została za to resztka kaszy gryczanej z wczorajszej kolacji. Sprawdzam, że to akurat pół szklanki czyli tyle ile jest potrzebne w przepisie. Szybka decyzja: zamiast gofrów z jaglanki będą gofry z kaszy gryczanej. Żeby były bardziej gryczane użyłam mąki gryczanej (i tylko takiej, to dowód na to, że nie w każdym bezglutenowym przepisie niezbędna jest mąka ziemniaczana, w tych gofrach dużą robotę robi jajko), ale żeby smak gryki nie był zbyt dominujący dodałam karobu. Karob nie tylko nadaje lekko czekoladowego posmaku i koloru, ale jest też bardzo przyzwoitym źródłem wapnia (80g karobu ma 252 mg wapnia czyli tyle ile szklanka mleka).

Okazało się, że dodatek kaszy gryczanej sprawił, że ciasto napęczniało, dzięki czemu z tych samych proporcji zamiast pięciu udało mi się zrobić sześć pięknych gofrów. Kryzysowe gofry zdecydowanie trafiają na listę moich ulubionych.

Potrzebne składniki:

  • pół szklanki ugotowanej kaszy gryczanej niepalonej
  • 3/4 szklanki mąki gryczanej
  • 2 jajka
  • łyka musu daktylowego lub 3 namoczone daktyle
  • 2 łyżki karobu
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego lub wody
  • łyżeczka proszku do pieczenia bezglutenowego
  • 3 łyżki oleju (użyłam rzepakowego)

Sposób przygotowania:

Oddzielamy białka od żółtek. Do żółtek dodajemy kaszę gryczaną, mus daktylowy, olej oraz wodę/mleko i miksujemy. Wsypujemy następnie mąkę gryczaną, proszek do pieczenia i karob. Mieszamy ponownie. W osobnym naczyniu ubijamy na sztywno pianę. Dodajemy ją delikatnie do ciasta. Smarujemy gofrownicę olejem i nagrzewamy. Pieczemy do momentu, gdy zaczną intensywnie pachnieć. Wyciągamy delikatnie na talerz i jemy.

Wykorzystane dodatki: masło migdałowe, dżem z aronii bez cukru, płatki kokosowe

Orzechowo-jaglane półksiężyce. BLW

Orzechowo-jaglane półksiężyce. BLW

Zainspirowana przepisem na kruche ciasteczka orzechowe upichciłam coś zupełnie innego. Wykorzystałam ugotowaną kaszę jaglaną, która została mi po śniadaniu i stworzyłam orzechowo-jaglane półksiężyce. Skład jest maksymalnie prosty, tak że można je podać spokojnie niemowlakom. Mój 2,5 latek zajadał się nimi bardzo chętnie. Nie rozpadają się […]

Miksujemy zielone: Pudding chia ze szpinakiem i mango

Miksujemy zielone: Pudding chia ze szpinakiem i mango

Dzieciom smaki potrafią zmienić się dosłownie z dnia na dzień, a co dopiero, gdy idą do przedszkola. Gdy wiadomo, że po zupie, za którą nie przepada, będzie drugie danie i to nie rzadko na słodko, to potem nic dziwnego, że zupy nagle są ‘fuj” (przynajmniej […]

Dyniowa galette z jabłkiem

Dyniowa galette z jabłkiem

Gruszki, jabłka i dynia to dla mnie kwintesencja jesieni. Dni robią się chłodniejsze. W taki czas nie ma nic lepszego niż zaszycie się w ciepłym mieszkaniu z książką w ręku i kawałkiem szarlotki. I chociaż o takiej chwili mogę sobie pomarzyć przy trójce dzieci, to szarlotka jest jeszcze realna. Najlepiej odpalić wieczorem jakiś film i zasiąść do żmudnego zadania obierania i krojenia jabłek. następnego dnia w piekarniku ląduje cytrynowa szarlotka jaglana, która w pełni wynagradza to poświęcenie.

A gdyby pominąć etap krojenia i gotowania jabłek? Czyż to nie byłoby cudowne? Jak najbardziej jest taka możliwość. Wystarczy zrobić galette czyli rustykalną tartę z jabłkiem. Po sukcesie owsianej galette ze śliwkami znów przygotowałam kruche ciasto w wersji wegańskiej. Tym razem użyłam razowej mąki orkiszowej i puree z dyni, bo wiadomo że jesienią do wszystkiego dodaje się dynię.  Ciasto robi się błyskawicznie. Podana porcja jest niewielka – na 2-3 osoby, dlatego jeśli planujemy mieć gości lepiej zrobić od razu podwójną ilość. To ciasto można zrobić też z innymi owocami. Jesienią najlepiej sięgnąć po jabłka.

Potrzebne składniki:

  • 1,5 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej (typ 2000)
  • 50 g puree dyniowego (2 łyżki)
  • 50 g oleju
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 duże jabłko, najlepiej szara reneta lub inna stara odmiana
  • łyżeczka soku z cytryny
  • łyżeczka cukru kokosowego (lub trzcinowego)

Sposób przygotowania:

Do miski wsypujemy mąkę i 1/3 łyżeczki cynamonu. Dodajemy mus dyniowy i olej. Mieszamy łyżką, a potem ręką. Wkładamy do lodówki na pół godziny. Po tym czasie obieramy jabłko i kroimy na małe kawałki. Wsypujemy do miseczki, dodajemy sok z cytryny, 2/3 łyżeczki cynamonu i cukier kokosowy. Mieszamy. Wyjmujemy ciasto z lodówki. Rozwałkowujemy na kształt okręgu. Ciasto jest dość wilgotne, ale się nie lepi. Ja nie potrzebowałam nawet podsypywać stolnicy. Przenosimy ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Układamy na środku jabłka, zostawiając około 3 cm wolnego ciasta przy brzegach. Pozostawione ciasto zawijamy do środka. Ciasto nawet powinno wyglądać dość niedbale. Pieczemy w temperaturze 200°C przez pół godziny.