Prosto, zdrowo, naturalnie

Recent Posts

Koktajl z batatem i śliwkami suszonymi

Koktajl z batatem i śliwkami suszonymi

Został mi ugotowany batat po robieniu placuszku, więc następnego dnia zmiksowałam na drugie śniadanie gęsty i sycący koktajl. Taki koktajl spodoba się osobom, które lubią wyjadać koktajl łyżką. Z tych samych względów jest też super podczas rozszerzania diety. Moja roczna córka wyjadała go po prostu rączką z kubka.

Szpinakowe kotlety z tofu

Szpinakowe kotlety z tofu

“Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty”. Wraz z końcem marca zrobiło się tak słonecznie, że trudno mieć wątpliwości, że wiosna rozpoczęła się na dobre. Gdy za oknami robi się coraz bardziej zielono, warto zadbać również o to, by jak najbardziej zielono było również na naszym talerzu. Nie ma jak porządna dawka chlorofilu po zimowym marazmie.

Jak gotować, by nie marnować – o książce Sylwii Majcher “Gotuję, nie marnuję”

Jak gotować, by nie marnować – o książce Sylwii Majcher “Gotuję, nie marnuję”

Kilka wpisów temu wspominałam o tym, że bliska jest mi idea nie marnowania żywności. Chodzi mi dokładnie o wpis Zero waste w kuchni czyli moje sposoby na niemarnowanie żywności. Statystyki są porażające. Polska jest w pierwszej piątce europejskich krajów pod względem marnowania żywności. W momencie, w którym mamy tak łatwy dostęp do jedzenia, łatwo jest się skusić na marketowe promocje i kupić po prostu za dużo. Federacja Polskich Banków Żywności policzyła, że czteroosobowa rodzina z powodu nieprzemyślanych zakupów, ale też złego planowania posiłków traci rocznie 2500 złotych! Jeśli nie przemawia do nas argument ekologiczny, to może warto zwrócić uwagę właśnie na ten ekonomiczny aspekt.

O kilku zasadach pozwalających zmniejszyć to marnotrawstwo pisze w swojej książce “Gotuję, nie marnuję” Sylwia Majcher. Pomóc może:

  • planowanie

  • ograniczanie

  • przechowywanie

  • przetwarzanie

  • wykorzystanie resztek.

Już od dłuższego czasu planuję rodzinne posiłki, wypisując w niedzielę pomysły na dania, które chcę zrealizować w tym tygodniu i opierając się na niej tworzę listę zakupów. Na bieżąco dopisuję też to, co się skończyło. Bez porządnej listy zakupów kupujemy impulsywnie i kupujemy składniki, które potem trudno połączyć w sensowne danie. Żeby temu zapobiec warto zadbać o solidną bazę składników, które mamy stale w domu typu kasze, strączki, makaron, przecier pomidorowy czy przyprawy, z których da się przyrządzić coś smacznego w kryzysowych sytuacjach (dla mnie takim daniem jest zawsze curry, makaron z sosem pomidorowym czy owsianka).

Osobny rozdział poświęcony jest mrożeniu, kiszeniu czy suszeniu produktów. Mnie najbardziej interesuje jednak idea wykorzystywania resztek. Zamiast wyrzucać końcówkę jogurtu, którego termin przydatności się skończył (a często produkt ten jest dobry jeszcze po wyznaczonej dacie), warto kreatywnie wykorzystać ją, dodając do ciasta jogurtowego czy deseru z orzechami oraz miodem.  Suchy chleb można zmienić nie tylko na francuskie tosty (wspomnienie dzieciństwa), ale też na pudding malinowy, klopsiki czy zupę wodziankę.

Niektóre prezentowane przepisy są mi znane. W moim domu też robiło się kopytka z ugotowanych ziemniaków czy placuszki z białego sera. Od lat robię też crumble z owocami, pesto z liści rzodkiewki czy lody z dojrzałych bananów. Nie chodzi jednak czasem o odkrywczość, tylko o zasianie pewnej idei, rozbudzenie naszej kreatywności, pokazanie, że warto się zastanowić, zanim coś wyrzucimy do kosza. Drugie życie może zyskać nie tylko suchy chleb, ale nawet obierki z ziemniaków, skórki z pomarańczy, pulpa z soku marchewkowego czy liście rzodkiewki. Z prostych składników, często zupełnie lekceważonych, można wyczarować bardzo smaczne dania.

Przepisy są podzielone według kategorii produktów, które najczęściej marnujemy w polskich domach. Jest to pieczywo, owoce, warzywa, nabiał oraz mięso. O ostatniej kategorii nie mogę się wypowiedzieć, ale z pozostałych już zdążyłam wyczarować kilka fajnych rzeczy. Zrobiłam chlebek bananowy, babeczki  z marchewkową pulpą, cukier pomarańczowy, syrniki czy krem ziemniaczany z sokiem z ogórków. Wreszcie odważyłam się zrobić bulion z obierek, który jest jak dla mnie fantastycznym sposobem na zrobienie czegoś z niczego. W kolejce czekają czipsy z obierek oraz duszone liście sałaty.

Inne pomysły na wykorzystanie resztek możemy znaleźć w internecie, ale też sięgając do tradycyjnej kuchni polskiej czy regionalnej. Autorka we wstępie wspomina o tym, że inspiracją były dla niej podróże, ale też rodzinne tradycje. W domach naszych dziadków panował przecież duch oszczędności oraz gospodarności – kisiło się ogórki, obierki jadły świnie, a zsiadłe mleko jadło z ziemniakami. Mam nadzieję, że książka Sylwii Majcher z klimatycznymi fotografiami zainspiruje więcej osób, by do tych korzeni wrócić.

Słodkie pesto z jarmużu

Słodkie pesto z jarmużu

Musze przyznać, że z pewnym podziwem oglądam zawsze zdjęcia maluchów zajadających miski makaronu z pesto, przede wszystkim tym buraczanym. Moje dzieci prawie od początku były team #sammakaron. Córka jeszcze czasem spróbuje makaronu z sosem pod warunkiem, że potem dostanie jeszcze miseczkę samego makaronu.

Pomarańczowo-orzechowe ciastka z białej fasoli

Pomarańczowo-orzechowe ciastka z białej fasoli

 Są takie połączenia smakowe, które po prostu muszą smakować. Tak jest w przypadku czekolady i malin czy masła orzechowego z wanilią. Cudownie jest odkrywać kolejne pyszne kombinacje smaków. Skoro jest jeszcze zima i królują cytrusy, to dlaczego by nie spróbować połączenia pomarańczy i masła orzechowego?

Bezglutenowe gofry ryżowe

Bezglutenowe gofry ryżowe

Osoby, które mnie dobrze znają, wiedzą, że lubię wypróbowywać nowe dania. Codziennie staram się przetestować co najmniej jeden nowy przepis, nawet jeśli to jest po prostu nowa propozycja owsianki. Są jednak dania, w przypadku których mimo poszukiwań, cały czas wracam do tej samej receptury. Tak jest w przypadku gofrów. Zrobiłam już tyle gofrów, które przyklejały się do gofrownicy, że zawsze po takiej nieudanej próbie, jak bumerang wracam do ukochanych gofrów z komosą ryżową. Można je też przyrządzić z ugotowaną wcześniej kaszą jaglaną. Dla mnie to przepis idealny, bo gofry nigdy się nie przykleiły, wychodzą sycące i jeszcze pozwalają zużyć resztki kaszy, które zostały ze śniadania, więc są bardzo w duchu zerowaste.

Ten przepis doczekał się już modyfikacji, gdy z obiadu została akurat kasza gryczana. Można wtedy zrobić karobowe gofry z kaszą gryczaną, a teraz przyszedł czas na gofry z dodatkiem ugotowanego ryżu. No tak, w moim domu nie lubię, gdy coś się marnuje 😉 Ponieważ gofry te są mniej wyraziste w smaku niż te z komosą, proponuję dołożyć do nich ekstrakt waniliowy (ja robię go sama, zalewając na dwa tygodnie laski wanilii wódką).

Potrzebne składniki:

  • kilka łyżek ugotowanego ryżu długoziarnistego (ok. pół szklanki)

  • 3-4 daktyle

  • 1/3 szklanki wody lub mleka roślinnego

  • 3/4 szklanki mąki ryżowej

  • 2 jajka

  • 1-2 łyżeczki domowego ekstraktu waniliowego

  • 3 łyżki oleju

Sposób przygotowania:

Zalewamy daktyle gorącą wodą. Oddzielamy białka od żółtek. Po 5 minutach miksujemy daktyle z wodą (dopełniamy wody, jeśli brakuje do 1/3 szklanki), żółtkami, ryżem i olejem. Osobno ubijamy białka na sztywno i dodajemy delikatnie do reszty ciasta. Smarujemy gofrownicę olejem i gdy się nagrzeje, pieczemy gofry.

Dwukolorowe naleśniki owsiano-gryczane

Dwukolorowe naleśniki owsiano-gryczane

Jedno z weekendowych śniadań w naszym domu to gofry lub naleśniki. Wiadomo, że w niedzielę jest zwykle więcej czasu do ślęczenia nad patelnią niż w tygodniu, gdzie dochodzi jeszcze logistyka wysyłania najstarszej latorośli do przedszkola. W tym tygodniu wybór padł na naleśniki. Ostatnio znów eksperymentowałam z kolorystycznymi dodatkami do ciasta.

 Wegańskie oponki z kaszą jaglaną

 Wegańskie oponki z kaszą jaglaną

Jeszcze trochę a mój blog zacznie się nazywać “Wszystko z kaszą jaglaną”. Coraz więcej można znaleźć też u mnie wegańskich receptur. Po pysznych jaglanych rogalikach czy kluskach jaglanych z czekoladą pomyślałam, by z kaszą jaglaną przyrządzić tym razem oponki. Jaglanka to jeden z moich ulubionych zastępników sera i co ważne jest ogólnie dostępna, nawet na najgłębszej wsi, czego jeszcze nie można powiedzieć o tofu.

Zero waste w kuchni czyli moje sposoby na niemarnowanie żywności

Zero waste w kuchni czyli moje sposoby na niemarnowanie żywności

Na całym świecie do śmietnika trafia 1,3 miliarda ton żywności. Za część tej porażającej statystyki odpowiedzialne są hipermarkety czy restauracje, nie oznacza to jednak, że nasze codzienne działania mające na celu zapobieganie marnowaniu żywności nie mają znaczenia. To tak samo jak z niejedzeniem mięsa. Przykładowo odwiedzając mojego teścia przyczyniam się do tego, że przez dwa dni je on mniej mięsa, bo serwuje nam pierogi z serem czy makaron z bakłażanem. 

Jakie zatem są moje sposoby na to, by mniej marnować żywności?

1. Po pierwsze planowanie posiłków, o którym pisałam już w tym wpisie. Większe zakupy robię ostatnio raz w tygodniu, ale już kilka dni wcześniej zaczynam tworzyć listę zakupów, na którą wpisuję to, co się skończyło oraz produkty, które będą mi potrzebne do zrealizowania moich aktualnych kulinarnych fantazji. Nie jest tak, że kupuję tylko rzeczy zaplanowane, bo owoce wybieram zwykle na miejscu, sprawdzając między innymi aktualne promocje, ale jeśli mam w planach ciasto z gruszkami czy owsiankę z pestkami granatu, to te owoce mam na swojej liście. Jeśli zdarzy mi się kupić coś ekstra, na co nabrałam ochotę w sklepie, to często rewiduję swoje plany kulinarne, dopisując do niej jakiś przepis z nowym nabytkiem. Z resztą nie udaje mi się nigdy zaplanować całego tygodnia na raz, zwykle mam pomysły na 3-5 dni, a potem szukam nowych inspiracji, sprawdzając stan lodówki.

2. Częste przeglądanie lodówki oraz zapasów pozwala wyłapać żywność, której kończy się termin przydatności do zużycia czy warzywa, które zaczynają więdnąć. Zawsze taka sytuacja rozwija moją kulinarną kreatywność, zwłaszcza gdy dotyczy to połowy worka marchewki czy kobiałki truskawek.

3. Gotowanie takiej ilości, którą jest się w stanie zjeść. Gdy gotuję owsiankę, to ilość wsypywanych płatków osianych uzależniam od liczby osób, które będą je jadły. Obiad gotuję najczęściej na raz. Do moich wad należy fakt, że nie potrafię gotować wielkich ilości jedzenia, co bywa jednak zaletą. Nic bardziej mnie nie denerwuje niż pojedyncza porcja zupy, która zostaje na następny dzień, bo przecież i tak trzeba będzie ugotować coś nowego, a taka porcja jest kłopotliwa, bo później nie ma nią chętnych. Wolę czasem ugotować za mało, bo zawsze można przecież dojeść sobie kanapkę czy owoc, niż wyrzucać potem resztki.

4. Stosowanie metody BLW – w przypadku najmłodszej córeczki zdecydowałam się nie zaczynać rozszerzania diety od papek, tylko podawałam to, co my jemy. Pamiętam, że przy starszych dzieciach denerwowały mnie resztki kaszek czy zupek, które potem trzeba było przechowywać w lodówce, bo przecież dziecko zjadło kilka łyżeczek. Teraz Aniela je to, co my, czyli jest zupka, jeśli my akurat jemy. Nie gotuję nic specjalnie i jemy to samo, w tym samym czasie. To nie tylko oszczędność czasu, ale nawet miejsca w lodówce, bo nie ma problemu resztek.

5. Wykorzystywanie kuchennych resztek – pomimo starań czasem zostanie jakiś ziemniak z obiadu czy wyschnie pieczywo (zwykle z powodu złego przechowywania, ale teraz testuję worek na chleb i mam nadzieję, że to się nie powtórzy). Co można z nimi zrobić?

  • ugotowane ziemniaki – jeśli jest ich dużo, to można je podsmażyć do obiadu na następny dzień, jeśli niedużo to mogą posłużyć jako baza do zrobienia kopytek jaglano – ziemniaczanych, sera z ziemniaka czy po prostu wrzucam je podczas gotowania zupy-krem
  • nieświeże pieczywo – można pokroić w kostkę i podsmażyć na grzanki do zupy-kem lub obtoczyć w jajku robiąc z nich tosty francuskie
  • suchy chleb – czasem zdarza się, że wyschnie jakaś piętka chleba, to zbieram je i rozkruszam potem w robocie kuchennym na bułkę tartą (ostatnio taka sytuacja należy do rzadkości i najczęściej zamiast bułki tartej używam zmielonych płatków owsianych)
  • ugotowane warzywa na parze – wrzucamy je pod koniec gotowania do zupy jarzynowej, można też zrobić z nich kotleciki warzywne
  • ugotowana kasza jaglana – jeśli zdarzy mi się ugotować jej za dużo, wykorzystuję ją do śniadania na następny dzień, robię z niej kluski, burgery czy moje ulubione gofry
  • ugotowana kasza gryczana – przelewam ją wrzątkiem następnego dnia i używam jako dodatek do obiadu lub przyrządzam z niej czekoladową gryczankę z przepisu Marty Dymek
  • pulpa orzechowa po produkcji mleka orzechowego – pisałam już kiedyś o moich pomysłach w tym wpisie, najczęściej robię kulki bakaliowe lub dodaję do owsianki

6. To co wydaje mi się najciekawsze, to wykorzystanie odpadów, które zwykle trafiają do kosza takich jak obierki z jabłek, skórka cytrusów czy natka. Muszę przyznać, że nie przetwarzam w ten sposób wszystkich resztek, ale nawet jeśli uda się wykorzystać kilka procent, to daje mi to dużą satysfakcję.

  • liście rzodkiewki – w zeszłym roku zakochałam się w domowym pesto, jednym  z moich ulubionych jest pesto z liści rzodkiewki, zwykle dodaję do niego pestki dyni lub orzechy włoskie, a oprócz tego oliwę z oliwek oraz płatki drożdżowe
  • obierki po jabłkach – jeśli mam dostęp do niepryskanych jabłek i robię z nich szarlotkę, to część obierek oraz ogryzków wykorzystuję do zrobienia octu jabłkowego, który schodzi w moim domu w sporych ilościach, bo wykorzystuję go do płukania włosów, robienie go samemu i to z obierek oznacza dużą oszczędność, robię go już teraz na oko, zbieram do litrowego słoja obierki na wysokość około 3/4 (czasem to robię w turach i trzymam słoik z obierkami w lodówce) i dolewam przestudzoną, przegotowaną wodę, w której wcześniej rozpuściłam łyżkę cukru brązowego, przykrywam słoik serwetką zabezpieczoną gumką i odstawiam na miesiąc, potem wystarczy przecedzić i przelać do słoika czy butelki
  • skórki po cytrusach – mam na nie dwa patenty: robię z ocet z cytrusów, który wykorzystuję potem do mycia podłogi albo skórki po obraniu pomarańczy suszę w pobliżu kaloryfera, mielę w młynku do kawy i wykorzystuję w przepisach, w których potrzebna jest skórka otarta z pomarańczy lub z cytryny
  • łodyga brokuła – odkąd odkryłam, że łodyga brokuła świetnie sprawdza się w sałatce, to zawsze ją zostawiam, najpierw lekko ją obieram, a potem ścieram na tarce, robiłam różne wersje tej sałatki np. z papryką czerwoną, kukurydzą, tofu i ogórkiem kiszonym, pasuje też rzodkiewka czy świeże ogórki
  • skórki melona – ze skórki melona można wycisnąć sok, zakup melona jest dla mnie zawsze świetną motywacją, by wycisnąć jakiś pyszny sok
  • woda z ogórków kiszonych – dodaję ją do barszczu czerwonego, ale ponieważ częściej zużywam ogórki niż robię barszcz, szukałam innego pomysłu i wpadłam na pomysł, by wykorzystać tą wodę do pieczenia chleba, zachwycona smakiem takiego chleba wymyśliłam przepis na chleb gryczany z wodą z ogórków i czarnuszką
  • kiszone buraki – szkoda wyrzucać buraki pozostałe z robienia zakwasu z buraków, można je zetrzeć na drobnej tarce, połączyć z ogórkami kiszonymi, jabłkiem, musztardą i dobrym olejem np. olejem lnianym tłoczonym na zimno, surówka do obiadu gotowa
  • resztki marchewki z wyciskarki – można znaleźć sporo pomysłów na ich wykorzystanie, paradoksalnie te przepisy inspirują mnie często do zrobienia samego soku, najprościej wytłoki z marchewki można użyć do surówki, ale robiłam też z nich ciasto marchewkowe, ciasteczka owsiane, zupę marchewkową czy krakersy
  • pestka z awokado – przyznam szczerze, że wykorzystuję w ten sposób co którąś pestkę, bo jest bardzo wydajna, należy ją odłożyć do wysuszenia przez kilka dni, a następnie trzemy ją na tarce lub mielimy w młynku do kawy, dobrze jest ją potem rozłożyć zmieloną do przeschnięcia, bo wtedy można ją dłużej przechowywać w zamkniętym słoiczku, wykorzystuję ją do koktajlu, przepis na mój ulubiony koktajl z jej dodatkiem zamieszczałam już tutaj

A wy jakie macie patenty na kreatywne wykorzystanie odpadów oraz niemarnowanie żywności?

Ziemniaczana focaccia z oliwkami

Ziemniaczana focaccia z oliwkami

Pierwsze podejście do ciasta drożdżowego jest najtrudniejsze, ale jeśli upieczesz kilka rzeczy, potem idzie już z górki. Ostatnio zamieszczałam przepisy na wegańskie drożdżówki z makiem, a teraz przyszedł czas na niesłodkie ciasto drożdżowe. Pizzę znają z pewnością wszyscy. Focaccia jest mniej znana. Ciasto jest podobne jak na pizzę, ale nie dodajemy sera ani sosu, więc to świetna opcja dla wegan. Na ciasto możemy dać sól, pomidorki, oliwki czy zioła.

Wegańskie drożdżówki z makiem bez cukru

Wegańskie drożdżówki z makiem bez cukru

Zawsze wydawało mi się, że pieczenie drożdżówek jest tak samo pracochłonne jak pączki. Tymczasem po dzisiejszym pieczeniu zmieniam zdanie. Ze zrobieniem tych drożdżówek można się uwinąć w godzinę, co oznacza, że gdy wcześniej wstanę, mogę je kiedyś przyrządzić nawet na śniadanie. Mam w planach kombinowanie z różnymi wariantami farszu.

Co robić, gdy dziecko nie chce jeść?

Co robić, gdy dziecko nie chce jeść?

Ten problem to jedna z najczęstszych przyczyn niepokojów rodziców dotycząca ich dzieci. W wyszukiwarce można znaleźć mnóstwo artykułów czy zapytań na forach na ten temat. Słowo niejadek odmieniane jest w nich na różne sposoby. Tymczasem jeszcze wiek temu problem dzieci, które nie chcą jeść w ogóle nie istniał. Historię rozszerzania schematu diety niemowlęcia można przeczytać w książce Carlosa Gonzaleza “Moje dziecko nie chce jeść”. I to właśnie tą lekturę zamiast zaglądania na fora internetowe polecam wszystkim zaniepokojonym mamom, bo rozwiewa ona wiele mitów związanych z problemami z jedzeniem.

Czy żołądek dzieci rozszerzył się w ciągu ostatnich stu lat? Podejrzewam, że nie, a mimo to zwiększyły się oczekiwania co do tego, co i ile dziecko powinno zjeść. Nawet teraz, gdy oficjalnym zaleceniem jest to, że rodzic decyduje co dziecko je, a dziecko ile zje, można znaleźć informacje dotyczące sugerowanej porcji jedzenia. W materiałach znalezionych na stronie 1000dni.pl wyczytałam, że dziecko w wieku 9-12 miesięcy powinno zjadać porcję wielkości 190-220 ml. Zwiększające się wraz z sugerowanym wiekiem słoiczki dla niemowląt też sugerują, że im większe niemowlę, tym zjada więcej. Są takie, które ten słoiczek zjedzą, a są takie, którym wystarczy kilka łyżeczek. Dorośli też nie jedzą wszyscy tyle samo ani nie zjadają codziennie takiej samej porcji, więc trudno oczekiwać tego po dzieciach. Nasze dziecko nie tylko nie musi jeść tyle samo, co dziecko sąsiadki, ale też w wieku 12 miesięcy może zjadać mniej niż w wieku 9 miesięcy, bo z wiekiem przecież wolniej rośnie.

Część informacji, które znalazłam u Gonzaleza było mi znanych lub podświadomie je wprowadzałam, ale teraz zostały one utwierdzone i potwierdzone naukowo. Po tej lekturze czuję się zupełnie spokojna o moją 10 miesięczną Anielkę, zyskując pewność, że karmiąc ją na żądanie, daję jej to, co dla niej najlepsze. Pewnie wiele matek opisanych w książce załamało, by ręce, że je niedużo (tylko trzy łyżeczki owsianki!), ale nie przeszkodziło jej w tym, by już teraz potroić swoją wagę urodzeniową.

Tymczasem właśnie wagę podaje autor książki “Moje dziecko nie chce jeść” za główny wyznacznik tego, czy mamy powód do niepokoju. Jeśli dziecko je mało, ale jego waga nie spada, oznacza to, że je tyle ono potrzebuje (spadek wagi może być sygnałem jakiejś choroby). Tempo wzrostu dzieci nie jest taki sam u wszystkich i nawet jeśli dziecko sytuuje się nisko na siatce centylowej (która nie rozróżnia czy dzieci są karmione piersią czy butelką), to nadal jego waga jak najbardziej mieści się w normie, bo do stworzenia siatki wykorzystano tylko dane dzieci zdrowych. Lektura Gonzaleza mogłaby oszczędzić w takich sytuacjach wiele niepotrzebnego stresu zarówno matkom jak i dzieciom, które w takiej sytuacji często odstawia się od piersi na rzecz butelki czy próbuje się dokarmiać kaszkami. I wtedy dopiero stwarza się problem, bo dziecko nie chce jeść.

Co zatem robić, gdy dziecko nie chce jeść?

Najważniejszą radą, którą powinniśmy wynieść z tej książki jest to, by

pod żadnym pozorem nie zmuszać dziecka do jedzenia.

Tylko tyle? Powinniśmy zaufać dziecku, które nawet jeśli pije tylko mleko matki potrafi sobie poprzez długość i częstotliwość ssania dostosować jego skład do swoich potrzeb. Tak samo jest z jedzeniem. Musimy tylko dać dziecku możliwość wybierania spośród zdrowych produktów, najlepiej tych z naszego talerza (tutaj jest ukłon autora w stronę metody BLW). Prędzej czy później dziecko zacznie jeść inne rzeczy niż mleko, będzie jeść owoce czy próbować nowości. Powinniśmy zaufać naszemu dziecku, uzbroić się w cierpliwość i  nakładać dziecku mniejsze porcje.